1 marca 2016

Wtorkowy poranek

Wsiadam do autobusu, deszcz już się rozszalał na dobre a ja czuję ulgę, że jestem już w środku gdzie deszcz mnie nie dostanie. Zwykle lubię kiedy pada, ale nie dzisiaj. Siedzę na pierwszym siedzeniu ignorując myśl, że "tylko lizusy siedzą z przodu" bo przecież nie jestem już w gimnazjum i zmagam się z większymi problemami, przy których te wcześniejsze nie mają znaczenia. Wpatruję się w budynki przemijające za oknem. Moją uwagę przykuwa kropla spływająca po szybie. Obserwuję jeszcze kilka z nich słuchając nostalgicznej muzyki, która działa dziwnie kojąco. W głowie mam dużo myśli, które nigdy nie mają ujrzeć światła dziennego. Myślę o tym co jeszcze przyniesie czas, tęsknię za osobą, której jeszcze nie znam i przede wszystkim nie mam ochoty wychodzić z ciepłego autobusu mając nadzieję pojechać jak najdalej się tylko da. Nie zważając na to co będzie potem mimo, że wiem, że to nieodpowiedzialne. Z drugiej strony co to za różnica skoro cały czas podejmuję nieodpowiedzialne decyzje mając nadzieję, że tym razem uda mi się podjąć dobrą. Kiedy wychodzę z autobusu chcę zawrócić w tym samym momencie, w którym stawiam nogę na asfalcie i nie ma już odwrotu. Idę przed siebie i nawet nie zważam na to czy jest zimno mimo, że moje ręce są skostniałe bo jestem zbyt pochłonięta własnymi myślami. 


"There is really no such thing as bad weather, only different kinds of good weather."



Dzisiejszy post dedykuję Ani, dzięki której znowu odnalazłam motywację do pisania i przypomniałam sobie ile można wyrazić słowami, które wydają się bez znaczenia. Przypomniała mi również, że przecież piszę dla siebie i dlatego, że to lubię. Nie każdemu musi się podobać. Ważne, że wyrażam w ten sposób siebie.

1 komentarz: